Keks z jabłkami

Z okazji dużej ilości jabłek pozwoliłem sobie zapirzyć przepis z bloga moich córek (tak samo często aktualizowany, jak ten). Jak pisze autorka, a z czym się zgadzam:

Moje ulubione ciasto jest przy okazji najprostszym i najszybszym ciastem jakie robię.
Przygotowanie zajmuje 20 minut, a reszta to już tylko pieczenie. Polecam leniwym łasuchom! 🙂
Keks z jabłkami

Czytaj dalej

Makaron z kurczakiem w sosie śmietanowo szpinakowym

Się Izie zachciało szpinaku, a że była przekonana iże takowy uskutecznić potrafię więc szpinak wylądował w sklepowym wózku. Ja dla odmiany, myślałem, że Iza taki zrobić umie i… Koniec końców znalazłem przepis na makaron z kurczakiem w sosie śmietanowo szpinakowym, który smakował w czasie czytania i wuala…
Żeby nie było – bardzo podobne wykonanie podesłała szefowa Justyna, ale z tytułu lenistwa zrobiłem po swojemu 😆
Oryginalny przepis można znaleźć na blogu Kuchniokracja.

Makaron ze szpinakiem

Czytaj dalej

Męska kuchnia, czyli delegacyjne menu

Skończyły się dobre czasy i czas 😉 się wziąć do roboty. Dzisiaj dostaliśmy ostatni w tym sezonie (jesień zima) „służbowy” obiad i od jutra trza wrócić do garów. Na tak zwany dzień dobry mam zamiar uskutecznić żurek z jajkiem, obowiązkowo na wędzonce – na gotowanie „normalne” nie ma czasu, a później to się łobocy, ale na pewno będzie to coś co się robi szybko, łatwo i przyjemnie.

Delegacyjna kuchnia Czytaj dalej

Gulasz wieprzowy z makaronowymi kokardkami

Jak większość facetów jestem w kuchni monotematyczny. Mięsko, mięsko i jeszcze raz mięsko, a do tego praktycznie te same dodatki – pieczarki, cebulka, czasami czerwona papryka i obowiązkowo ostre przyprawy. Jedynie z dodatkami lubię „poszaleć”. Ziemniaczki, owszem, ale stanowczo wolę obecność makaronów, ryżu albo kaszy, a z tytułu dłuższego przebywania poza stałym miejscem zamieszkania te właśnie uzupełnienia obiadokolacji najbardziej mi odpowiadają.
Z potrzeby chwili i wrodzonego lenistwa powstał – na szybko – gulasz z karkówki z makaronowymi kokardkami, którego się zrobiło tyle, że jeszcze na drugi dzień zostało.
Po zjedzeniu stwierdziłem, że dodanie do tej potrawy lekko podduszonych na masełku warzyw – marchewki, pietruszki i selera mocno by podniosło walory smakowo – wzrokowe.

 Gulasz wieprzowy

 

Czytaj dalej

Delegacyjna zachciewajka, czyli sałatka wiosenna – part tu.

Sałatka wiosenna

Z tytułu nadejszłej wiosny zachciało mi się czegoś świeżego, takoż podczas wizytacji pobliskiego markietu zakupiłem wszystkie potrzebne do owej zachciewajki ingrediencje, nowalijkami szumnie zwane. Tak do końca to nawet nowe one nie były, ale jak mawiali starożytni – na bezrybiu i rak ryba. Co prawda bardziej pasowało by tu powiedzenie – kuń jaki jest każden widzi, ponieważ ingrediencje owe okrutnej były postury, ale jak się rzekło a…
Zachciewajka powstała (jak większość zachciewajek) z potrzeby chwili i miłego oku wyglądu – z daleka – stoiska z warzywami. Szczerze powiedziawszy nie wiem jak smakowało po przyrządzeniu, bo powstało to z myślą o drugim śniadaniu w pracy, a jako że jest już wiosna, takoż i nazwałem ów miszung sałatka wiosenna – part tu*

*Czytać po angielsku.

Czytaj dalej

Okoń morski pieczony w pergaminie

Się Izie ryby zachciało, przez owadowe reklamy w telewizorze, tak i dzisiaj eśmy się do rzeczonego owada udali w celu zakupienia owych reklamowanych ryb. Tanie to one nie są (jakoś tak 3 dychy kilo), ale czego się nie robi dla zachciewajek, zwłaszcza że Iza przyprawiła rybki tak, że ino paluchy oblizywać. Trochu się nakombinowała przy zawijaniu, ale po kilku próbach poszło i blachy z pakuneczkami wylądowały w piekarniku. Poniżej zaznaczyłem, coby papier olejem nasmarować, bo myśmy tego nie zrobili i się trochu przykleiło.
Podane rybki zostały w otoczeniu pieczonych ziemniaczków i duszonej marchewki, co przy tej ostatniej może się wydawać nieco dziwnym zestawieniem, ale koniec końców okazało się strzałem w dziesiątkę.

Okoń morski pieczony w pergaminie

Czytaj dalej

Gulasz z indyka a’la węgierski

Znowu się porobiło i nastał czas dietetyczny, znaczy drób króluje w kuchni. Na dokładkę duszony, bo upiec go nie można, a że od pewnego czasu chodziły za nami placki ziemniaczane po węgiersku (niestety Koleżanka Małżonka zaniemogła, a ja byłem w rozjazdach) takoż dopiero dzisiaj się okazja na owe placki nadarzyła, na dokładkę w obecności rewelacyjnego gulaszu z indyka. Niestety część dania musiała być dietetyczna, dlatego indyk został podsmażony na oleju, a sosik na smalcu. Po zjedzeniu rzeczonych placków stwierdziliśmy, że było toto lepsze od gulaszu tradycyjnie przygotowanego, czyli wszystko wciepnięte hurtem do jednego gara.

Gulasz z indyka

Czytaj dalej

Komputerowe porządki, czyli śledzie w occie.

Przy robieniu komputerowych porządków, tak, tak, od czasu do czasu sprawdzam różne dziwne foldery, pochowane w dyskowych zakamarkach i czasem się jakieś cuda trafiają. Akuratnie te porządki dotyczyły mojego konta na Garnku (coś w stylu Instagrama), gdzie trafiłem na zdjęcia śledzików. Zdjęcia to może za dużo powiedziane, bo taki ze mnie fotograf jak z koziego zadka puzon, ale zgodnie ze stwierdzeniem – kupiłem se luszczanke, jestę fotografę, jestem tym ostatnim. Wracając do śledzików. Kiedyś, gdy strona nie była blogiem, ale dumnie pretendowała do miana „portalu internetowego”, współpracowałem z Włodkiem z wielkiej polski, który to Włodek (szerzej znany jako MAX) wstawił przepis na jakieś ryby w kwaśnej zalewie. O ile pamiętam chodziło chyba o okonie, albo płotki, w każdym bądź razie coś małego. Rybek takowych nie miałem, ale że przepis był smaczny, takoż i wykorzystałem jego część, czyli zalewę.

Czytaj dalej

Omlet

Omlet. Rzecz, o której można napisać niemalże poemat. Ja w każdym razie mógłbym, ale (jak zwykle zresztą) mi się nie chce. Doskonała potrawa na każdą okazję (tak napisali na Wyborczej), co potwierdzam w całej rozciągłości tematu, bo przecie jajko jest podstawą życia 😉 A poważnie traktując temat, omlet to coś, co „pobudza do życia”. Przepis na tą potrawę (podobno, tak podaje Wikipedia) znali starożytni Rzymianie (o Góralach nie wspomnę), ale to Francuzi doprowadzili (to też Wikipedia) go do perfekcji. Nam się omlety dostały za sprawą Marysieńki Sobieskiej, która (podobno) je uwielbiała.

Czytaj dalej

Galareta ze świńskich nóżek

U nas to się nazywa galareta ze świńskich nóżek, na Śląsku galart (chyba), a gdzie indziej zimne nóżki. Swego czasu chodziło się na lornetę z meduzą (2 sety i galareta) do knajpy, a tak naprawdę to najlepsza (moim zdaniem, żeby nie było) zagrycha pod zimną wódeczkę. Koleżanka Małżonka uskuteczniła owe cudo z okazji mojego powrotu z delegacji co mnie niezmiernie ucieszyło.

Czytaj dalej