Cytrynówka, czyli koniec karnawału.

Dzisiaj o napitku, bo po pierwsze mamy karnawał, a po drugie właśnie zostałem właścicielem „Wielkiej księgi nalewek”, w której to książce znajduje się przepis na znakomitą nalewkę wiśniową. Dawno temu miałem sposobność skosztowania tego specjału (nalewki nie książki) i do dzisiaj pamiętam smak, zapach i przecudnej urody barwę tegoż trunku (o cenie nie wspomnę, bo po co zajmować się drobiazgami). Niestety nie czas na ów wyśmienity napój, ponieważ do wykonania owego potrzebne są świeże wiśnie i to najlepiej „Szklanki” (fachowej nazwy niestety nie znam). Zajmę się więc napitkiem ciut mniej szlachetnym, acz równie dobrym i zdecydowanie łatwiejszym w wykonaniu, o dźwięcznej nazwie „Cytrynówka”. Wódeczkę tę można przygotowywać o każdej porze roku i przy odrobinie samozaparcia, można ją spożywać zaraz po przyrządzeniu (no prawie, bo na ciepło to tylko grzaniec i przepalanka wchodzą).

 Do sporządzenia tego napoju potrzebne będzie: 6 średniej wielkości cytryn, ćwierć kilograma cukru, półtora litra wody (najlepiej niegazowana mineralna), litr czystego (96%) spirytusu i garnek na tyle duży, żeby to wszystko pomieścił. Cytryny, po uprzednim umyciu, kroimy w plastry, odrzucając tak zwane „dupki”, wrzucamy do gara, zasypujemy cukrem i odstawiamy na mniej-więcej godzinę w ciepłe miejsce. Po tym czasie wlewamy wodę, stawiamy na gaz (prąd, ogień co kto ma) i gotujemy pod przykryciem jak kompot, kilka razy mieszając. Gotować trzeba ok. 15-20 min licząc od zawrzenia, odstawiamy i czekamy aż przestygnie, po czym wlewamy połowę spirytusu i odstawiamy w chłodne (nie zimne!!!) miejsce. Kiedy płyn osiągnie temperaturę pokojową, wlewamy resztę spirytu, mieszamy, przykrywamy i czekamy jeszcze pół godzinki, aby się przegryzło. W tym czasie możemy przygotować sprzęt czyli: butelki, dzbanek, gęste sitko i oczywiście lejek. Wódeczkę wstępnie przecedzamy, pamiętając o wyciśnięciu na sicie resztek pozostałych z cytryn i rozlewamy do butelek. Po lekkim schłodzeniu (ta gorzałka powinna mieć temperaturę pokojową), tak przygotowany napitek nadaje się do spożycia, acz pływają w nim resztki cytrynowego miąższu, przez co jest lekko mętnawy, ale najlepszy jest po tygodniu, ponownie przefiltrowany. To zrobiłem używając sitka wyłożonego gazą (patrz zdjęcie). Gaza dlatego, że lepiej się ją wyciska niż wkład filtra ekspresu do kawy.
Gotowa wódeczka ma śliczny jasno-cytrynowy kolor, lekko gorzkawy smak, odpowiednią ostrość (ok. 40-45%) i, to największa jej zaleta, brak objawów dnia następnego.
Czego wszystkim czytelnikom i sobie życzę z całego serca.

Tagi:

Artur

Naczelny administrator i właściciel całego bałaganu.