Dzień Kobiet, czyli rozmyślania o Wielkanocy.

Wszystkiego najlepszego z okazji Waszego Święta drogie Panie. Przecież dziś właśnie jest Dzień Kobiet. Nawet z tej okazji życzyliśmy sobie z Sąsiadem (też gospodyni domowa) wszystkiego najlepszego. Ale nie o tym chciałem. Obejrzałem wczoraj reklamę (już!) świąteczną pod tytułem żurek wielkanocny i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt iż ów żurek był z torebki. Drogie Panie, po co się męczyć, skoro wystarczy tylko zagotować wodę w czajniku, pokroić obrane jajka (można je ugotować kilka dni wcześniej) i Wielkanocne śniadanie gotowe, a wszystko to za sprawą nieocenionej firmy Knorr, od lat raczącej nas swoimi „wspaniałymi wyrobami”. Przez moment zaniemówiłem, potem mnie zapowietrzyło, aby wreszcie ryknąć takim śmiechem, że aż kot spadł z szafy. Nie żebym coś do firmy Knorr miał, nieeeee… ale żeby od razu na śniadanie, w Wielkanoc, zupa w proszku? Zgroza z ohydą. Rozumiem brak czasu, obowiązki, praca, OK, ale żeby tak z torebki? Co to się z tym światem porobiło, Panie Dziejku, normalnie poplątanie z pomieszaniem.

Naprawdę nie napisałem tego aby komukolwiek obrzydzić zupki w proszku, nie, powiem więcej doszedłem do wniosku, że ze wszystkich kostek bulionowych najlepsze robi właśnie Knorr, ale kto to widział żeby tak postępować z tradycją. Przecież żurek to trzeba zrobić, niekoniecznie samemu, bo za pierwszym razem rzadko kiedy się udaje. Mnie wyszła bułka, a w każdym razie coś co bardzo ją przypominało, przy drugiej to coś co było w garnku (specjalnie kupiony kamionkowy) bardzie przypominało żurowy zakwas, ale i tak Żona kazała wywalić. Chyba na wszelki wypadek, żeby się kto nie zatruł. Natomiast co do zakwasu to są dwa miejsca skąd ów specjał pobieram, pierwszym jest sklep spożywczy Pani Joli i tu nie wiem kto wyrabia, ale z reguły jest doskonały. Czasami zdarzy się iż jest lekko niedokwaszony, ale w porównaniu z „masowcem” jakim jest „Żurek siewierski” nawet wtedy jest extra. Drugim natomiast wytwórcą jest moja Teściowa. Żur od Niej to poezja smaku i zazwyczaj jego przygotowuje moja Żona na Wielkanocne śniadanie. Jak się to robi to będzie (albo i nie) w czasie późniejszym. Dwa razy próbowałem zrobić dokładnie według receptury i wskazówek Mistrzyni, ale niestety nic z tego nie wyszło. Mam nadzieję, że któraś z moich córek odziedziczy po Babci dar wytwarzania Żuru i tradycja w rodzinie nie zaniknie. Z drugiej strony patrząc, coraz więcej młodych (nie żebym był stary) ludzi sięga po gotowe rozwiązania ułatwiając sobie życie. Na tym to powinno polegać (koncentrat Pudliszki, mrożone warzywa z Hortexu, Vegeta czy wspomniane wcześniej kostki Knorra), ale są chwile kiedy powinno się o tym zapomnieć, zakasać rękawy i chociaż dwa razy w roku upichcić coś własnoręcznie.
Czego wszystkim z całego serca życzę.

P.S.
Sklep Pani Joli (to dla zainteresowanych) mieści się w Jaworznie (woj. śląskie) przy ulicy Korczyńskiego, za skrzyżowaniem (nie pamiętam numeru).

Podobne wpisy

Artur

Naczelny administrator i właściciel całego bałaganu.