Fasola z boczkiem czyli oglądamy “mecza”.

Sezon piłkarski się skończył (chyba??), ale potrawa będzie jak znalazł na rozpoczęcie nowego. Wiadomo “mecza” ogląda się w męskim towarzystwie (panie niestety z letka przeszkadzają), przy akompaniamencie napojów orzeźwiających, a jak powszechnie wiadomo, napoje takie należy zakąszać.

W tym celu, przed rozpoczęciem oglądania udajemy się do najbliższego sklepu w celu nabycia: 2 puszek białej fasoli (po 400 g), 10 dag boczku wędzonego, 3-4 parówek, małej puszki koncentratu pomidorowego (70 g), cebuli, łyżki oliwy z oliwek lub oleju roślinnego (tego trzeba kupić całą butelkę, bo na łyżki nie sprzedają), masła, mąki (jednego i drugiego będziemy potrzebowali po 2 łyżki), cukru, soli i pieprzu, dodatkowo: 1 bagietkę. Jak już to wszystko przytargamy do domu, możemy, drodzy Panowie, zabrać się za przygotowywanie. W tym celu boczuś kroimy w kostkę (wielkość owej jest uzależniona jedynie od gustu gotującego), zalewamy go (w rondelku oczywiście) połową szklanki wrzątku i gotujemy pod przykryciem ok. 10 minut na małym ogniu (woda ma tylko lekko “pyrkotać”). W czasie gdy boczuś nam się gotuje, kroimy parówki w plasterki, a cebulę (oczywiście po wcześniejszym obraniu z łuski) w drobną kostkę. Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy cebulkę i smażymy delikatnie, aż do zeszklenia (ok. 2-3 minuty), po czym dodajemy masło, a gdy się rozpuści wsypujemy mąkę i smażymy następne 2 minuty ciągle mieszając, żeby nam się “krupy” nie porobiły. Przechodzimy do sedna sprawy. Trzeba wziąć duży garnek, lub rondel (taki żeby nam wszystko wlazło i jeszcze zostało miejsce na mieszanie), wrzucamy fasolę razem z zalewą, zagotowujemy, dodajemy boczek (razem z wodą) i parówki, gotujemy wszystko (musi zawrzeć), dokładamy przecier pomidorowy mieszamy dokładnie i wrzucamy zasmażkę. I tu, drodzy Panowie, zaczynają się schody, bo jak wrzucimy zasmażkę do gorącego to się od razu krupy porobią i będzie kicha, a nie fasola z boczkiem, dlatego najpierw trzeba do patelni z zasmażką wlać trochę sosu (cały czas mieszając bo inaczej nici z zasmażki), a dopiero potem wlać toto do garnka z fasolą. Czekamy chwilę, żeby się zagotowało, doprawiamy do smaku (tu jest pełna dowolność w sypaniu przypraw, aczkolwiek podstawą są pieprz, sól i ostatecznie ostra papryka w proszku), przykrywamy i możemy czekać na kumpli. Ta potrawa doskonale nadaje się na tego typu (lub podobne) imprezy z co najmniej dwóch powodów: jest prosta w wykonaniu i można ją odgrzewać nawet kilka razy. Jedynym minusem jest zawartość dość dużej ilości fasoli 😉

Podobne wpisy

Tagi:

Artur

Naczelny administrator i właściciel całego bałaganu.