Męska kuchnia, czyli delegacyjne menu

Skończyły się dobre czasy i czas 😉 się wziąć do roboty. Dzisiaj dostaliśmy ostatni w tym sezonie (jesień – zima) „służbowy” obiad i od jutra trza wrócić do garów. Na tak zwany dzień dobry mam zamiar uskutecznić żurek z jajkiem, obowiązkowo na wędzonce – na gotowanie „normalne” nie ma czasu, a później to się łobocy, ale na pewno będzie to coś co się robi szybko, łatwo i przyjemnie.

Na pewno w delegacyjnym menu znajdzie się fasolka po bretońsku (jak to Wicio mawia „na betońsku”), zapiekanka ryżowa w różnych wariantach, „talarki” – kiełbasa w plasterkach z cebulką i keczupem, „potrawka” – czyli zupa pomidorowa z parówkami i pieczarkami, oraz niezastąpione gulasze w różnych wariantach, acz te już takie szybkie nie są, więc pewnikiem będą robione „dzień przed”. Bigos – jak mi się będzie chciało, a z bigosowych resztek łazanki ;). Niedługo pojawią się tańsze warzywka, więc zapewne stanowczo, na pewno pojawią się w karcie dań. Marzy mi się leczo, takie „po mojemu”, ale jak na razie to pieśń odległej przyszłości, tak samo jak „parzybroda”, młoda marchewka duszona w śmietanie, czy wreszcie konkretna zupa jarzynowa, coś na kształt włoskiej zupy minestrone. Dość marzeń.

Postaram się w miarę możliwości na bieżąco publikować swoje delegacyjne „osiągnięcia kulinarne”. Babeczki większości z tych rzeczy jeść nie będą bo za tłusto, ale może jakiemuś facetowi się to przyda, z czego będę niezmiernie zadowolony.

P.S.
Na zdjęciu jest kuchnia, w której „rządziłem” będąc w Poznaniu.

Tagi:

Artur

Naczelny administrator i właściciel całego bałaganu.