Naleśniki

Smażyłem ostatnio naleśniki, a to na specjalne życzenie mojej młodszej córki i przy tym smażeniu, naszła mnie myśl: czemu by nie spróbować podać te naleśniki inaczej? Bo tak ciągle z powidłami i z powidłami, jakoś głupio. Przewertowałem archiwum i znalazłem kilka przepisów, aczkolwiek to jeszcze nie było to. Przecież z mięsem robiłem, z kapustą i grzybami też, zasmażane z białym serem… no kurde wszystko już było. Usiadłem, pomyślałem, spokojnie sącząc południową ( a raczej popołudniową) kawę i wymyśliłem. Przepis co prawda nie jest mój, ale postanowiłem go zrealizować po swojemu i tak powstały „Parówki w naleśnikach, zapiekane pod beszamelem”.

Roboty przy tym specjalnie dużo nie ma, a efekt jest całkiem, całkiem. Podstawowe składniki takie same jak na naleśniki normalne, tyle że zamiast mleka daje się wodę, najlepiej gazowaną, bo wtedy ciasto jest pulchniejsze. Nie wolno również zapomnieć o „odstaniu” ciasta, czyli odłożeniu go na 30 minut, aby mąka dobrze „nawilgła” wodą. Nie doprawiajcie ciasta pieprzem, papryką, ani zbyt dużą ilością soli, bo zrobi się twarde (wiem co piszę, kiedyś musiałem wywalić przez takie coś całą miskę). Jak mamy już przygotowane naleśniki, zabieramy się do parówek. Oczywiście trzeba je obrać, następnie naciąć wzdłuż, ale nie do końca, nasypać (w owe nacięcie) sproszkowanej papryczki i wetknąć na koniec paski żółtego sera. Tak przygotowanie parówki zawijamy w naleśniki i układamy wszystko w naczyniu do zapiekania. Teraz punkt najważniejszy, czyli robimy beszamel. Moim zdaniem jeden z najtrudniejszych, ale i najsmaczniejszych sosów, nadający się prawie do wszystkiego, a jego smak jest ograniczony tylko wyobraźnią gotującego. Ja zrobiłem beszamel cebulowy, to znaczy drobno pokrojoną cebulę zeszkliłem na maśle, po czym dodałem do tego dwie łyżki mąki i zalałem to wszystko kubkiem 30% śmietany. Co prawda przepisy mówią o mleku, ale stwierdziłem, że na śmietanie sos jest delikatniejszy i ma bardziej wyrazisty smak. Wróćmy do naleśników, które, ułożone w naczyniu, zalewamy sosem, posypujemy grubo utartym, żółtym serem i wkładamy do nagrzanego piekarnika. Trudno określić czas zapiekania, ja wyjąłem naczynie, kiedy ser się ładnie przyrumienił.
Wykładamy naleśniki na talerze, polewamy obficie sosem i serwujemy. Moje dziewczyny stwierdziły, że nawet niezłe to było (mea culpa, nie posoliłem sosu i wyszło trochę mdławe), ale one to by wolały osobno naleśniki, a osobno parówki. I bądź tu człowieku mądry, co by się nie zrobiło to i tak coś będzie niedobrze.

Podobne wpisy

Artur

Naczelny administrator i właściciel całego bałaganu.