Utopence

Utopence

Wszystko przez Pinteresta. Naczytałem się przepisów, przypomniałem sobie smak i postanowiłem zrobić. Problem pojawił się przy przekładzie, bo czeskiego specjalnie nie znam, a wujek google tłumaczy tak jak tłumaczy, czyli w większości wcale, ale po długich a ciężkich jakoś mi się udało. Najgorsze z tego wszystkiego jest czekanie.

Boczek peklowany gotowany

Boczek peklowany gotowany

Poczytałem (o ile można to tak nazwać) Pinteresta i nabrałem takiego smaka na peklowany boczuś, że postanowiłem  go uskutecznić. Po drodze znalazłem inną recepturę, a później jeszcze inną i tak powstał „mój” boczek.

Domowa "wegeta"

Domowa „wegeta”

Koleżanka Małżonka stwierdziła, iże będziem się zdrowo odżywiać i wywaliła wegetę. No może nie tak dosłownie i od razu, ale mocno ograniczyła dawkowanie wyżej wymienionej. Nie pozostało mi nic innego jak przekopać internety (nie jestem Chuck Norris i całych niestety nie przeczytałem) i poszukać czegoś w zastępstwie. We wszystkich nastu przepisach występowała skrobia kukurydziana, ale to pominąłem, bo jakoś nie mam ostatnio do kukurydzy zaufania.

Golonka, moja miłość

Golonka, moja miłość

Golonka to taka część wieprzkowego cielska, którą albo się kocha bezgranicznie, albo się nienawidzi po grób. Inaczej się nie da. Ja należę do tej pierwszej grupy, acz miłość owa ewoluowała przez lata od delikatnego zauroczenia, przy pierwszych, nie zawsze udanych próbach, aż po dzisiejszą miłość absolutną.
Przepisów na golonkę przerobiłem już całe multum. Zaczynałem tradycyjnie, od gotowania, niestety kończyło się to albo maksymalnym rociapkaniem mięsa, albo jego okrutną łykowatością. Po jakimś czasie opanowałem tą, wcale nie łatwą, sztukę przygotowania (obgotowywania) goloneczki. Napisałem obgotowywania, ponieważ jest to często wstęp do dalszej obróbki, czyli pieczenia, ale o tym może kiedy indziej. Dzisiaj będzie o innej, równie ważnej czynności, czyli peklowaniu.

Bakłażany z grilla

Bakłażany z grilla

Receptura jest bardziej skomplikowana od wykonania, zresztą swoim sposobem Justyna zmodyfikowała po swojemu i jak zwykle wyszło super. Przepis jest w całości spisany z książki (trochu tego mam), ale zostały wywalone orzeszki i suszone pomidory, a zamiast mozarelli jest zwykła gouda. Zresztą co do sera to pasuje każdy twardy.
Zdjęcie może i nie najpiękniejsze, ale nie to ładne co ładne, ale co się komu podoba 😉

Śledzie w oliwie

Przepisu osobiście nie wypróbowałem bo… długo by wymieniać. Strasznie mi te ryby w czytaniu zasmakowały i jak mi się uda dostać kiedyś świeże śledzie to sobie taką rybkę uskutecznię na pewno. Gorzej będzie z kurkami, ale jakoś dam radę 😉
Przepis pochodzi z gazety „Kobieta współczesna”, która była wydawana w latach 30 ubiegłego wieku, a jej adresatkami były nowoczesne gospodynie (nie mylić z gosposiami) domowe. Temu też postanowiłem zachować oryginalną pisownię.