Schabik z ziemniakami

Zachciało mi się czegoś „męskiego” 😉 więc tradycyjnie zacząłem grzebać po książkach (bo ja już stary jestem i swoje przyzwyczajenia mam) i wygrzebałem. Tak mi w czytaniu zasmakowało, że sobie zrobiłem. Dziewczyny trochu pyszczyły, że tłuste, że dieta i takie tam, ale koniec końców zezarły.

Kopytka

Kopytka

Kopytka… Hmm. Potrawa, którą można zastosować do wszystkiego, bo jak dodać trochu cukru i śmietany to mamy deser. Jak je delikatnie przesmażyć w towarzystwie skwareczek i cebulki to mamy kolację (albo śniadanie), a jak je polać sosikiem i podać do duszonego mięsiwka z obowiązkową modrą kapustką to mamy ekskluzywne (no prawie że) drugie danie. Znaczy rzecz ze wszech miar uniwersalna. Żeby jeszcze przy niej tyle roboty nie było 😉
Zdjęcie autorstwa kolegi MAX’a (u Niego to się nazywa szagówki).

Kartofelkraut – ziemniaki z kapustą – mozgoł

Nigdy tego nie robiłem, chyba przez brak odwagi do takich eksperymentów, ale w czytaniu smakuje, dlatego tu jest. Drugą stroną medalu jest sąsiedztwo Śląska przez miedzę (pomimo tego żem z Galicji) i sporych kulinarnych naleciałości, które uważałem za „swoje”, a później się okazało, że to przejęte od sąsiadów. jakby nie popatrzył to (pomimo żem cesarok) bliżej mi do śląska niż do Galicji (kilometrowo oczywiście).

Ziemniaki z rusztu

Grillowych eksperymentów ciąg dalszy. Po pieczarkach przyszedł czas na ziemniaki. Podszedłem do tego lekko sceptycznie, bo pamiętam smak ziemniaków pieczonych w popiele (nie powiem, złe nie były, ale strasznie człek upaprany chodził), a tu niespodziajka. Gotowe, podane w towarzystwie ziołowego masełka (czosnkowe było) były całkiem sympatycznym dodatkiem do karkóweczki.