Wreszcie wiosna, czyli grill.

Zrobiło się wreszcie ciepło, wszystko budzi się do życia, a ja tradycyjnie popadłem w stan błogiego niechcenia. Robię to, co musze, a od czasu do czasu poświęcam się miłej powonieniu i żołądkowi czynności grillowania. Sprzęt przygotowany, w sklepach towaru do wyboru i koloru, tak, więc nie pozostaje nic innego jak usiąść i smażyć. Czynność ta jest tylko z pozoru łatwa i przyjemna, zwłaszcza jak widzi się tylko efekt końcowy, na dokładkę na swoim talerzu. Teraz będzie o tym, czego nie lubię, czyli przygotowania przed imprezowe. Na początku trzeba się udać przecie do sklepu, mięsko jakoweś zakupić, kiełbaskę, a i kaszaneczkę nabyć nie zawadzi. Następnie przytachać jakieś napoje, najlepsze oczywiście zimne. Teraz trzeba się zabrać do przygotowania mięska, boć przecie zamarynować go trzeba, coby dobrze skruszałe krótko się smażyło, bo nie ma nic gorszego od przypalonej karkówki. Tak to mniej więcej z grubsza wygląda, czas więc na szczegółowe wyjaśnienie sprawy.

Zacznę od wyboru miejsca. Szczęśliwi posiadający ogródek, działkę, czy choćby kawałek trawnika na wyłączność, bo nie muszą się specjalnie przejmować przepisami p-poż. W gorszej sytuacji są mieszkańcy miast. Przepisy niestety nie pozwalają na korzystanie z tradycyjnego grilla, opalanego węglem drzewnym. Na szczęście w sklepach jest cała mnogość grilli elektrycznych i gazowych, które spokojnie można postawić na tarasie, lub balkonie. Nie mają uroku, ale z dwojga złego… Teraz zakupy. Tradycyjnie na grillu smaży się kiełbasę, z lekka tylko posypując (nota bene niezłymi) gotowymi mieszankami ziołowymi. Preferuje w tym temacie Kamisa, lecz to jest kwestia gustu. Kiełbasa nie może być sucha (to chyba wszyscy wiedzą), ani byle jaka, najlepiej przetestować samemu wędliny dostępne w pobliskim sklepie, ja używam kiełbasy toruńskiej, bo nieźle są wyważone proporcje tłuszczu i mięsa, a i smakowo też jest niczego sobie (w stosunku do ceny oczywiście). Modne zrobiły się zestawy grillowe, acz nie mam do nich specjalnego zaufania. Wolę sam przygotować, na przykład białą kiełbasę czy szaszłyki. Natomiast, co do mięsa, najlepiej (to moje zdanie) z grilla wychodzi karkówka. Trzeba ją co prawda przygotować dzień wcześniej, aby dobrze „przeszła” przyprawami, ale trud się opłaca. Kupić do tego należy odpowiedniej wielkości, zależnie od ilości jedzących, kawałek mięsa, pokroić go na mniej więcej półtora centymetrowe plastry i zamacerować. Do tego celu używam: liścia laurowego, ziela angielskiego, pieprzu, ostrej sproszkowanej papryki, soku z cytryny, cebuli, czosnku i oliwy z oliwek. Liście trzeba pokruszyć, ziele angielskie i pieprz rozgnieść (nie mielić), cebule pokroić w półplasterki, a czosnek grubo posiekać. Teraz mieszamy to wszystko razem z sokiem z cytryny (do macerki „ekstra” używam octu balsamicznego zamiast cytryny), odstawiamy na chwilę, aby się przegryzło i delikatnie mieszamy z oliwą. W zamykanym naczyniu (powinno być dosyć szczelne, żeby nam lodówka nie „przeszła”) układamy warstwami: cebulę wymieszaną z czosnkiem, natartą solą karkówkę i polewamy każdą warstwę macerką. Ostatnią warstwą ma być cebula. Tak przygotowane karczek wkładamy na 24 godziny do lodówki, nie zapominając o kilkakrotnym przewróceniu mięsa. Celowo nie podaje ilości składników, ponieważ każdy ma inne preferencje smakowe i najlepiej wszystko dobrać metodą prób i błędów. Rzecz bardzo ważna, przed położeniem karczku na ruszcie trzeba bardzo dokładnie oczyścić mięso z przypraw, bo inaczej zioła się spalą i całość będzie gorzka. Jako przystawkę proponuje czosnkowe grzanki, pieczarki z grilla i jakąś sałatkę, a na deser grillowane owoce. Na te ostatnie jeszcze nie pora, ale zawsze można zastąpić krajowe jabłka importowanymi cytrusami.

Nie można oczywiście zapomnieć o napojach, do grilla najlepiej pasuje zimny browar, lecz przy organizacji eleganckiego grill-party można się pokusić o bardziej wystawne trunki. Białe i czerwone wino, ma się rozumieć wytrawne, lub dobrze zmrożona (nie schłodzona) wódeczka. Do tego jakieś soki owocowe, woda mineralna i możemy rozpoczynać przyjęcie.

Czego wszystkim i sobie życzę.

Podobne wpisy

Artur

Naczelny administrator i właściciel całego bałaganu.