Wybory, czyli kuchnia polska

Wybory tuż, tuż, przyszli parlamentarzyści karmią nas kiełbasą wyborczą (mniej lub bardziej świeżą), w telewizorni cyrk na kołach (względnie jaja na kiju), a ja sobie pomyślałem, żeby tak coś innego. Przecie już za Gierka (Gomułkę słabo pamiętam) odbywały się wyborcze festyny, na których podawano gotowane kiełbaski i piwo. Co do owego złocistego napoju, któren występował obficie w tak zwanych „akwariach’, czyli wolno stojących, a mocno oszklonych budkach, to trudno go nazwać piwem. To ówczas było coś co stało obok piwa i to daleko, ale na czas wyborów sprowadzano, oprócz „Okocimia”, hałdami zalegającego sklepowe podłogi, „pysznego” żywczyka. Oczywiście przygrywała muzyczka, występowali kandydaci, jedynej słusznej partii i takie tam różne inne popierdółki.

Czasy się zmieniły, zwłaszcza jeżeli idzie o jakość piwa i wyborczych festynów, ale tak sobie wykoncypowałem, coby podrzucić kilka kulinarnych propozycji dla odmiany. Przecież w naszej kuchni istnieje cała masa specjałów, w sam raz pasująca do podania w przedwyborczy czas. Chociażby takie „Rydze z patelni”, rzecz wyśmienita, prosta w wykonaniu, a jakże smaczna. Dla bardziej wymagających mogą być „Rydze z jajami”. Dla polujących na sensacje, tudzież inne dziwne rzeczy polecilibyśmy (to w zależności od „gabarytu” sensacji) „Przepiórki pieczone”, „Zająca po myśliwsku”, lub „Bigos z dzika”. Ta ostatnia potrawa dla akcji bardzo poważnych, o dużym wydźwięku społecznym. Partie wiodące (oczywiście w sondażach), mogłyby zaserwować „Dziką kaczkę w jabłkach”, „Dziką kaczkę nadziewaną po polsku”, względnie „Dziką kaczkę w potrawce”, ta ostatnia odpowiednio zaserwowana może stanowić gwóźdź przedwyborczego festynu. Dla opozycji odpowiednia będzie „Kwaśnica”, „Pikantna zupa z kapusty”, „Barszcz czerwony”, lub „Żurek wiejski”, ten ostatni można zapodać z „Ziemniakami w mundurkach” obficie posypanych czarnym pieprzem i zapijane „Herbatą advocat”, z przystawek „Zimne nóżki”. Nie można też zapominać o tak doskonałej rzeczy jak „Makaron domowy po chłopsku”, czy „Makaron domowy zapiekany z kiełbasą”. Na słodko można zachęcić wyborców „Albertynkami”, „Prałatkami”, „Babką podchmieloną”, „Całuskami”, lub „Tortem figowym”. Jak się je to przydałoby się coś wypić, coby się żołądka nie chwyciło. Na początek „Napój z buraków”, „Bowle świętoszek” na zmianę z „Bowle dzika kaczka”, „Koktajlem kawalerskim” i „Collins faworyt”, później, w miarę narastania napięcia „Daisy po adwokacku”, „Frappe zawalidroga” i „Koktajl mały kłopot”. Na zwieńczenie imprezy można wypić „Kruszon eldorado”, lub „Napój z serwatki po chłopsku”.
Czyż nie byłyby milsze tak „skonstruowane” spotkania. Człek by podjadł, słuchając przedwyborczych obietnic, napił się czegoś innego niż gorzałka, względnie piwo, a i wyborcy inaczej popatrzyliby na kandydata.
Czego wszystkim i sobie życzę.

Podobne wpisy

Artur

Naczelny administrator i właściciel całego bałaganu.