Zapiekane ryby, czyli szybki sposób na wykwintny obiad.

Zastanawiałem się ostatnio jak inaczej zrobić ryby na obiad. Najpierw miały być tradycyjnie, panierka, gorący tłuszcz i na talerz w towarzystwie ziemniaków/frytek i jakiejś surówki/sałatki. Później wymyśliłem, że zrobię je na parze z dodatkiem ryżu na sypko i jakichś warzywek, również uparowanych. Jak pomyślałem tak i zrobiłem, aczkolwiek efekt końcowy był całkowicie odmienny od zamierzeń.

Do przygotowania tego eksperymentu potrzeba:

  • 1 kg filetów z dorsza
  • 2 woreczki ryżu,
  • 2 czerwone papryki,
  • po 2 średnie marchewki, pietruszki i cebule,
  • kawałek selera (1/4 średniej wielkości),
  • ząbek czosnku,
  • sok z cytryny,
  • sól, pieprz, ostra papryka w proszku do smaku.
  • Oliwa do smażenia i skrapiania potrawy.

Do przygotowania owej potrawy zabrałem się w sposób jak najbardziej tradycyjny. Filety podzieliłem na mniejsze kawałki, skropiłem sokiem z cytryny i oprószyłem solą (w tym wypadku była to sól morska Kotanyi), świeżo zmielonym pieprzem (młynek z Ikei za parę złociszy) i ostrą papryką w proszku (tu Kamis). Tak przygotowane ryby wylądowały w lodówce, jako że było ciepło to raz, a dwa miałem wtedy plagę muszek owocówek, które siadały na wszystkim.

Ryż ugotowałem zgodnie z przepisem na opakowaniu, przelałem porządnie zimną wodą i zostawiłem do odcieknięcia. Teraz przyszła pora na krojenie jarzyn.

Cebula, pokrojona w półkrążki, marchewka, seler i pietruszka w paseczki julienne, jest do tego nawet specjalny nożyk, ale z braku owego pociachałem je zwykłym nożem szefa kuchni. Czosnek rozgniotłem z odrobiną soli na miazgę (można do tego użyć wyciskacza, ale jakoś nie lubię), papryki, po wycięciu gniazd i wypłukaniu wszystkich pestek pokroiłem w grubą kostkę.

We wszystkich przepisach stoi, że tak przygotowane warzywa trzeba przesmażyć w rondlu, względnie brytfannie o grubym dnie, ale jako że nie posiadam takowego naczynia, wlałem oliwę do dużego garnka (oczywiście o grubym dnie), wrzuciłem cebulkę i kiedy się delikatnie zeszkliła zasypałem ją ostrą papryką w proszku. Ten zabieg ma dwa cele, pierwszy – potrawa ma fajny pikantny smak, drugi – tak wsypana papryka rozpuszcza się w tłuszczu nadając mu piękny ciemno złoty kolor. Teraz kolej na czosnek, tu trzeba działać bardzo szybko, bo jak się nam czosnek przypali, to efekt końcowy będzie gorzki, a przypalonym czosnkiem to się potrafi przez kilka dni odbijać, co do przyjemności nie należy. Toteż zaraz po czosneczku, szybciutko do gara wrzuciłem marchew, seler i pietruszkę, zmieszałem, coby się wszystko ładnie połączyło i kiedy mi się warzywka zaczęły robić przezroczyste, wciepnąłem pokrojoną, kolorową papryczkę, podlałem wszystko odrobiną wrzątku i zostawiłem, oczywiście bez pokrywki, na kilka minut. Tu ciężko podać czas, bo miękkość trzeba sobie dobrać pod siebie, nie zapominając, że wszystko się będzie jeszcze zapiekać.

 

Czas na finał. Sporą brytfankę (jakby ktoś nie wiedział, to takie coś do pieczenia ciasta) trzeba wysmarować oliwą (może być taka z Biedronki, całkiem przyzwoita w smaku, a cena bardziej niż przystępna) i wysypujemy na nią ryż, na który wykładamy uduszone warzywa, a na nie układamy filety. Dobrze je wyjąć z lodówki trochu wcześniej, żeby się troszku zagrzały. Oczywiście piekarnik trzeba wcześniej rozgrzać do 170 stopni (to z termoobiegiem), włożyłem do niego blachę i piekłem przez 15 minut, po czym temperatura poszła w dół o 20 stopni i jeszcze 10 minut czekania.

Efekt końcowy, przed i po upieczeniu:

 

Podobne wpisy

Tagi:

Artur

Naczelny administrator i właściciel całego bałaganu.