Kulinarni.info.pl

Rodzinny blog kulinarny
Kulinarne eksperymenty

Kombiwar

Zakupiłem kombiwar. Rzecz ciekawa, bo to połączenie piekarnika, mikrofalówki i… nie wiem czego jeszcze. Niewielki (rozmiarowo, bo pojemność ma niezłą) szklany pojemnik, na górze pokrywa z pokrętłami, dwa rodzaje rusztów (niski i wysoki), koszyczek na jarzyny i kilka szpadek do szaszłyków. Do tego instrukcja obsługi w kilku językach, poradnik dla początkujących, który się tak ma do rzeczywistości jak oko ku tylnej części ciała, czyli nic w nim pożytecznego nie ma, oprócz kilku bardzo ogólnych uwag dotyczących użytkowania owego urządzenia. Przekopałem zatem zasoby internetowe w poszukiwaniu przepisów pasujących do ustrojstwa, a że niewiele znalazłem, więc zaczęliśmy z dziewczynami eksperymenty.

Początki jak zwykle były trudne, najsampierw przygotowałem kuraka. Macerowało się ptaszysko w przyprawach całą nockę, po czym wylądowało w owym zagranicznym ustrojstwie i się zaczęło. Piekło się i piekło, i się diabelstwo nie dopiekło w środku. Surowe nie było, zjeść się dało, acz surowizną zalatywało i trzeba było jeszcze raz do gara wstawić. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że ptaszysko miało ponad 3 kg i źle dobrałem czas pieczenia do wagi wsadu. Na drugi ogień poszła karkóweczka. Również odleżała swoje w macerce, odpoczęła później w temperaturze pokojowej, aby mięsko szoku nie dostało (nie przepadam za mięsem, które od razu po wyjęciu z lodówki, ląduje w piekarniku), ustawiłem, nauczony przejściami z kurakiem, temperaturę i czas kombiwara, włączyłem i… To samo co przy kurczaku. Karczek miał około półtora kilo i pomimo tego, iże z wierchu wyglądał bardzo apetycznie, to po nakłuciu ciekło z niego na czerwono. Niestety mięso wyschło, acz po kilku próbach z czasem i temperaturą zjadliwe było. Następne były drobiowe szaszłyki. Prosta rzecz, bo to kurza pierś, lekko zamacerowana w przyprawach zmieszanych z oliwą z oliwek, ponabijane toto na zmianę z papryką, pieczarkami i cebulką, pokropione oliwą i upieczone w ustrojstwie. Po owym Żoninym eksperymencie odzyskałem wiarę w owo ustrojstwo, bo szaszłyczki były rewelacyjne. Mięso doskonale upieczone, a przy tym nie rozciamkane jarzyny. Po drodze były kiełbaski z rusztu, niezłe, acz po wstawieniu do środka naczynia żaroodpornego z odrobiną smalcu były jeszcze lepsze, zapiekane jarzyny i wreszcie rybki z folii. Z owymi rybami to w ogóle były mecyje okrutne, miały one bowiem być zrobione w jak najbardziej tradycyjny sposób, czyli panierka i na patelnię, ale że się nie rozmroziły, więc trzeba je było jakoś inaczej zrobić, bo i pora była późnawa i jeść się chciało okrutnie. Przypomniałem sobie przepis na pstrąga w folii i takoż żeśmy filety uskutecznili. Lekko osolone i doprawione pieprzem, mieloną ostrą papryką i sokiem z cytryny (to ostatnie trzeba bardzo delikatnie, żeby nie przekwasić) zawinąłem w folię aluminiową, tworząc zgrabne pakieciki i do kombiwara. Temperatura 180 C, czas 15 minut, po czym folię trzeba rozwinąć (nie zdejmować, bo cała dobroć z rybek ucieknie) i jeszcze 10 minutek. Rybeńki wyszły delikatne, nie wysuszone, aromatyczne, paluchy oblizywać ino. Jedyne o czym trzeba pamiętać, to to, żeby przy zawijaniu ryby zrobić z folii torebkę, w innym przypadku zamiast jędrnego kawałka, wyjdzie rozciapkane coś.
Takoż po kilku miesiącach użytkowania kombiwara i eksperymentowania z nim stwierdziłem, że nie taki diabeł straszny jak go malują, w kącie (jak na forum prorokował MAX) nie wylądował, bublem, ani gadżetem nie jest i, co najważniejsze, ma bardzo dużą zaletę, prawie wszystkie elementy można umyć w zmywarce. Po za tym szybciej się nagrzewa niż piekarnik, ma większy zakres temperatur* i (podobno, jeszcze nie próbowałem) można w nim nawet ciasto upiec.

*Wiem, że w nowych piekarnikach są takie same zakresy temperatur jak w kombiwarze, ale ja porównuję go do naszego starego i mało poczciwego piekarnika, który nadaje się już tylko i wyłącznie do wymiany, a że ustrojstwo było zdecydowanie tańsze, więc po konsultacjach z moją lepszą połową zdecydowałem się na zakup tego ostatniego.