Kurczak po „chińsku”

  Dowolna „wariacja” na temat kuchni orientalnej, czyli Izowa zachciewajka. Nie wiem jak się to ma do kuchni chińskiej, ale zjadliwe jest jak najbardziej, łatwe w wykonaniu, a i w miarę szybko się toto robi, nam to zajęło około 40 minut.

Pstrąg z pieca

Pstrąg z pieca

Tak to jest jak się z córką na zakupy chodzi 😀 Pomysł na obiad powstał podczas niedzielnych zakupów, czyli łażenia po siupermarkietach, a tytuł wziąłem „z powietrza”. Ogólnie dało się zjeść, aczkolwiek (jak dla mnie) za bardzo było czuć cytrynę.

Gulasz wieprzowy z papryką

Gulasz wieprzowy z papryką

Powstało owo „cuś” jako danie delegacyjne, czyli szybkie w przygotowaniu i pożywne, co w wypadku męskiej części społeczeństwa ma niebagatelne znaczenie. Dodatkowym czynnikiem było to, że została mi papryka po zrobieniu lecza i trzeba ją było w jakiś sposób zagospodarować.

Sałatka z makaronem ryżowym

Sałatka z makaronem ryżowym

Pierwsze podejście do „chińszczyzny” (jak zwał tak zwał, makaron orientalny jest) Justyny. Nie mam pojęcia skąd się przepis wziął (znając życie z netu, ale nie będę dociekał), ale dobre to było. Wykonanie Justa, zdjęcie Iza, obróbka moja (jak zwykle zresztą 😉 )

Krokiety ze szpinakiem a’la Justa

Krokiety ze szpinakiem a’la Justa

Rzecz raczej do działu kulinarne eksperymenty, ale jako, że Justyna uskuteczniła całkiem zjadliwe (rewelacyjne) naleśniki z moim znienawidzonym od czasów przedszkola szpinakiem i dało się to zjeść, takoż i postanowiłem ten jej eksperyment uwiecznić dla potomnych.
Przepis jest obliczony na 5 porcji, pod warunkiem, że 1 osoba zje 1 naleśnik.

Sos śliwkowy

Sos śliwkowy

Jako, że był schab i śliwek trochu zostało, takoż i zrobiłem sos do onego (schabu znaczy). Nawet nie było za dużo mecyjów z przygotowaniem, za wyjątkiem miksowania, bo mię się końcówka do miksera wymiksowała i trochu trzeba było ręcznie, przez sitko przecierać.
Tak swoją drogą, to takowy sos z powodzeniem można zastosować do świątecznego karpia, z tym, że wtedy dałbym trochu razowego chleba jako „zagęstnika” .

Golonka, moja miłość

Golonka, moja miłość

Golonka to taka część wieprzkowego cielska, którą albo się kocha bezgranicznie, albo się nienawidzi po grób. Inaczej się nie da. Ja należę do tej pierwszej grupy, acz miłość owa ewoluowała przez lata od delikatnego zauroczenia, przy pierwszych, nie zawsze udanych próbach, aż po dzisiejszą miłość absolutną.
Przepisów na golonkę przerobiłem już całe multum. Zaczynałem tradycyjnie, od gotowania, niestety kończyło się to albo maksymalnym rociapkaniem mięsa, albo jego okrutną łykowatością. Po jakimś czasie opanowałem tą, wcale nie łatwą, sztukę przygotowania (obgotowywania) goloneczki. Napisałem obgotowywania, ponieważ jest to często wstęp do dalszej obróbki, czyli pieczenia, ale o tym może kiedy indziej. Dzisiaj będzie o innej, równie ważnej czynności, czyli peklowaniu.